Moje zdjęcie
Szczęśliwa żona i kochanka swego męża, spełniona mama Oliwierka i Lilusi. Perfekcjonistka i estetka kochająca wszystko co piękne. Ostatnimi czasy bardzo pozytywnie nastawiona do życia:)

środa, 24 marca 2010

Kury, jaja i zajączki.


Wczoraj porozstawiałam trochę kur i jaj po mieszkaniu. Część ozdób wylądowało w koszu..




Zobaczcie jakie urocze świeczuszki - krokusiki kupiłam:)



Mam też barankową świeczkę, taka w stylu shabby chic :)ale nie mam jeszcze na nią miejsca.

Zaopatrzyłam się w elegancką parę kury i koguta - solniczka i pieprzniczka do koszyczka.
W tamtym roku nie miałam w czym soli dać do koszyka i poratowały mnie dzieci:) Pożyczyły mi solniczke ze swojej kuchenki do zabawy:)


W paterze - koronie zasiadła moja ulubiona ceramiczna kura, kupiona już daaawno chyba w Tesco:)


W kuchni, w mleczniku stoi mały palmowy bukiecik.


Na koniec wiosenny akcent na lustrze toaletki - naszyjnik od Llooki:)


Dziękuję za odwiedziny:))))


poniedziałek, 22 marca 2010

Wiosna przyszła!


Parę dni nic nie pisałam. A to wszystko przez wiosnę :-)
Słoneczko wyszło, cieplutko się zrobiło, powietrze inaczej pachnie i żyć się chce!
Dostałam natchnienia do...sprzatania. Dwa dni myłam okna, prałam i przeszywałam firany, balkon posprzątałam...w donicach miałam jeszcze powtykane gałązki choinkowe, szyszek duzo..sprzątnęłam ten raczej zimowy wystrój.
R. od razu ruszył na działkę, na budowie zawsze jest dużo roboty a energia już od dawna Go rozpierała!
W sobotę z dziećmi też bylismy na działce i zrobiliśmy ognisko:)
Pierwsze, wiosenne pieczenie kiełbasek. Zdjęć brak, aparatu zapomniałam no i było tak fajnie, że szkoda czasu na latanie z aparatem.
Działka nasza kochana jest przy lesie, więc poszliśmy zobaczyć co tam słychać. Nazrywałam też bazi, borówek i "jagodzianek" do doniczek i wazonu.
Na balkonie:



Na kuchennym stole:


Do kuchni kupiłam mały bukszpan, jest taki wielkanocny:) Obok stoi kura, mój nowy nabytek.



Dziś przyniosłam z piwnicy ozdoby wielkanocne i trochę nowych kupiłam...jutro coś pokombinuję i postroję domek:)

Chciałam coś uszyć..ale kiedy? Dzięki mojej kochanej Siostrzyczce:* zaczęłam chodzić na kurs tańca Latino-solo. Jest super! Tańczymy sambę, rumbę, jive.

I wszystko byłoby doskonale gdyby nie to, że dzieci się rozchorowały. najpierw przeziębiony był Oli. I z nim już prawie jest ok...to teraz chwyciło Lilę..jutro jedziemy do lekarza.. Ja też trochę zakatarzona jestem ale tym się nie przejmuję:)
To tyle na dzisiaj.


Zdrówka życzę!!!

"Nie ma żadnej możliwości, by sprawdzić, która decyzja jest lepsza,
bo nie istnieje możliwość porównania.
Człowiek przeżywa wszystko po raz pierwszy i bez przygotowania."
                                                                                                   Milan Kundera



 

poniedziałek, 15 marca 2010

Wyszywanie.


Nigdy haft krzyżykowy jakoś specjalnie mi sie nie podobał, szczególnie kolorowe obrazki..jednak jak zobaczyłam korony :) to wiedziałam, że musze je wyszyć!
Pobiegłam do pasmanterii po kanwę i nici, i wzięłam się do roboty, muszę przyznać, ze relaksującej:)
Kończę własnie wyszywać drugą, potem siadam do maszyny.



U mnie znów zima...cała noc chyba sypało, wiatr był bardzo mocny.
Nawaliło tyle sniegu, że chyba jednak ubiorę choinkę :p

"Umieć żyć to najrzadziej spotykana rzecz
na świecie. Większość ludzi tylko egzystuje."
                                                                      Oscar Wilde

Pozdrawiam cieplutko:)


piątek, 12 marca 2010

Nabytki ptaszkowe i ..też mam kaczuchę;)


Zbliża się powoli wiosna...bardzo powoli ...nas znów zasypało śniegiem. Ślicznie jest ale mam serdecznie dość już zimy!
Święta też coraz blizej, więc zaczęłam rozglądać się za jakimiś drobiazgami światecznymi.
Nie mogłam się oprzeć trójce uroczych zajączków:)


No i przy okazji nabyłam kolejne ptaszki...nie mogłam ich nie wziąć, mam ich dopiero tysiąc w domu :DD




Naoglądałam się na różnych blogach na kaczki, jakie szyjecie. Postanowiłam, też uszyć..to taka próbna wersja, trochę pokraczna. Następna będzie o ładniejszych kształtach, trochę zmodyfikowana;)



A wczoraj w nocy robiłam cos zupełnie innego...ale o tym w innym poście.

Dziękuję za odwiedziny:)



środa, 10 marca 2010

Nowy pojemniczek i wyróżnienie.


Wczoraj oglądając skoki i Małysza:), który srebro wywalczył! uszyłam pojemniczek.
Dawno nie szyłam, więc miałam z tego dużą przyjemność.
Pojemnik nie jest dla mnie i prawdopodobnie zamieszkaja w nim skarpetki lub inna bielizna pewnego przemilusińskiego Mikołajka:)



Przy okazji sprzątania wymieniłam dekorację Walentynkową na wiosenną.
Bukiet z serduszkami niech poczeka sobie rok:)
A teraz czas na tulipany i ptaszeczki.



Oczywiście kolejny hiacynt czeka na rozkwit. A ja czekam na jego oszałamiający zapach.


Teraz z innej beczki. Zostałam obdarowana wyróżnieniem od Jasnobłękitnej. Baaardzo Ci dziekuję, jest mi strasznie miło:)))))


Przekazuję powyższe wyróżnienie dla Alexy

Kiedys też dostałam wyróżnienia od Jolanny i dziś chcę przekazać te wyróżnienia.

To wyróżnienie niech poleci do Nikusi

A powyższe przekazuję Lusesicie

Ciężko było mi wybrać osoby...najchętniej przyznałabym te wyróżnienia wszystkim blogom, które obserwuję. Większość z Was zreszta ma już po kilkanaście takich wyróżnień.
Cieżka sprawa:)
Uwielbiam wszystkie Wasze blogi, są inspirujące!

Pozdrawiam Was serdecznie!!


wtorek, 9 marca 2010

Dziergam, dziergam i...nieprzyjemna przypadłość


Coś ostatnio nie umiem znaleźć czasu na moje robótki ręczne. Mam zaplanowanych trochę rzeczy, pomysłów tylko doba u mnie za krótka. Chyba tylko u mnie bo u Was napewno jest dłuższa. Niektóre z Was, mimo pracy zawodowej, znajduja czas na tworzenie cudów i to w hurtowej ilości!
Jedynie późnym, naprawdę późnym wieczorkiem i nocą mogę coś porobić. Siedzę do 1 albo 2 w nocy...potem chodze niewyspana i odbija się to na mojej twarzy..
Wypróbowałam niedawno szydełko, robiłam serduszka walentynkowe. Teraz spróbowałam wydziergać kwiatka:)
Zrobiłam dwa z wełenki i dwa z kordonka. Kordonkowe wychodzą maleńkie, więc połączyłam je i mam dwukolorowe:)




Potem zobaczyłam gdzieś w necie różyczkę i też zrobiłam...jestem w szoku, że udało mi się! Jedna jest duża z wełny, druga malutka  -kordonkowa. Muszę jeszcze drucik skombinować, żeby miały łodygę.





Na koniec jeszcze serducho:)


Przeczytałam wczoraj posta depresyjnego u Kasandry:( Zanim go przeczytałam nosiłam się z zamiarem napisania podobnego. Siadłam do pisania, patrzę a Kasandra też... i już nic wczoraj nie napisałam.
Nie mam depresji ale stany lękowe. Prawdopodobnie nerwicę lękową. Zawsze byłam nerwowa, nadwrażliwa.
Zaczęło się nagle. Od rana źle się poczułam, serce waliło, napady gorąca, ścisk w gardle, niedobrze mi było, zaraz biegunka, roztrzęsienie. Maż przywiózł mamę, zajęła się domem..a mi przeszło po paru godz. Za pare dni powtórka z rozrywki, potem znowu. Zrobiłam masę badać, usg i innych. Wszystko oki, tylko cisnienie niskie ale ja jestem niskociśnieniowcem.
czułam się z dnia na dzień coraz gorzej, myślałam, ze psycha mi siadła...tylko z czego?? Jestem szcześliwa, nawet bardzo...nieraz boję się, że za bardzo...brak powodu do załamań!
lekarz już nie wiedział co zrobić, wysłał mnie do psychologa, trafiłam do psychiatry...wizyta była długa ale nic nie wniosła dobrego...(ani złego)..
wzięłam się za net, doczytałam się, ze może to tarczyca, poleciałam do laboru, zrobiłam tsh i wyszło baaaardzo zaniżone - świadczące o nadczynności tarczycy! Czytam o niej ..no i moje objawy idealnie pasują do objawów przy nadczynności...az się ucieszyłam, ze znalazłam powód mojego złego samopoczucia. (lekarze nie wpadli na to!!!) Zaraz poszukałam endokrynologa, prywatnie oczywiście, bo nieprywatnie to czekałabym na wizytę ponad 1/2 roku...i chyba wykończyłabym się w tym czasie.
Po lekach ulzyło mi natychmiast. Jednak pojawiały się dni, kiedy czułam się tak jak wtedy, może nie tak mocno, objawy trochę lżejsze ale męczące. Były to jednak pojedyncze dni od czasu do czasu. Od nowego roku jednak czułam się coraz częściej źle, nieraz cały tydzień z mocno walącym sercem, ścisnietym gardłem i oczami wytrzeszczonymi ze strachu..tylko przed czym????
Wyczytałam wszystkie fora nerwicowe i kazdy napisał, ze leki psycho nie pomogły i ja też jestem przeciw braniu takich leków, nie wyobrażam sobie chodzic otumaniona..no i chyba po nich nie bardzo z prowadzeniem samochodu....nie dla mnie to!
Chodzenie do psychologów bądź psychiatrów też nie pomaga (większości, nie wszystkim), chodzą po kilka, kilkanascie lat i dalej nerwica się ich trzyma. Za to kilkanascie osób napisało, ze wyszło z tego cholerstwa dzięki metodzie 1000 kroków. Wyszło z tego i są wolni, bez lęków! Zaryzykowałam i kupiłam - całe 50zł :))) To chyba żadne ryzyko, bo dwa razy tyle kosztuje wizyta u psycho. Jedna wizyta!
najpierw opisuje sie dokładnie swój przypadek a potem dostaje się program z ćwiczeniami. Bardzo różnymi, sa i fizyczne, relaksacyjne i duzo do przemyślenia. Musze powiedzieć, że jestem na początku a już czuję się lepiej. Umiem już powoli radzić sobie z tymi emocjami, które mnie nachodzą. Podane sa też ksiażki do przeczytania.(przesłane elektronicznie) Podobno najlepsze są: "Potęga podświadomości" (zamówiłam i czekam na dostawę) i "Strach i paniczny lęk. Mity a rzeczywistość" - już przeczytałam, świetna jest, tłumaczy wiele, polecam!
Mój endo też powiedział, ze to nie choroba tylko stan umysłu, w który sami się wprowadziliśmy, trza się z tego wyplątać. Bo to co teraz mam to juz nie jest spowodowane tarczycą, mam ją juz uregulowaną, powoli zmniejszam ilość tabletek. Wyniki sa prawidłowe, w normie.
Po tych kilku tygodniach pracy nad sobą, po przeczytaniu kilku lektur patrze inaczej na świat. Jestem pozytywnie nastawiona, trzeba dać przyzwolenie na wszystko co nas spotyka, nie walczyć! Nawet z nerwicą, złymi momentami, jak przychodzi TO złe samopoczucie, trudno, niech sobie jest a ja zajmuje się swoimi sprawami, nie wczuwam się w TO, nie nakręcam (a kiedys to tylko wsłuchiwałam się w te walące serce i nakrecałam jeszcze bardziej). Za chwile okazuje sie, że TO mineło i czuje się normalnie:)
Dużo pracy jeszcze przede mną ale jestem dobrej mysli.
Życzę Wam wszystkim i sobie radości życia!!

"W miłości pragniesz, by Ci wierzono;
w przyjaźni, by Cię rozumiano"
                                                Marcel Achard

" Człowiek jest jedynym zwierzęciem,
które czerwieni się i ma ku temu powody."
                                  Mark Twain

" Czym sen dla ciała, tym przyjaźń
dla ducha - odświeża siły".
                                 Cyceron


wtorek, 2 marca 2010

Puszka z żyrandolem.


Wyłożyłam do miseczki ostatnie pierniczki. Tak, jeszcze miałam pierniki świąteczne :D
Tyle ich narobiłam, ze do teraz je jemy...ale jakie pyszne i mięciutkie!
Ta ostatnia partia była w puszce po ciastkach.
Miałam puszkę schować ale popatrzyłam na nią i postanowiłam potworzyć coś.
I zamiast za zmywanie garów, wzięłam się za malowanie, naklejanie.
Znalazłam ładną serwetkę i powstała żyrandolowa puszka.
Moze być na cokolwiek, np. na szminki:)




Pozdrawiam odwiedzających:))

"My nie tyle potrzebujemy pomocy przyjaciół,
co wiary, że taką pomoc możemy uzyskać."
                                               Epikur