Moje zdjęcie
Szczęśliwa żona i kochanka swego męża, spełniona mama Oliwierka i Lilusi. Perfekcjonistka i estetka kochająca wszystko co piękne. Ostatnimi czasy bardzo pozytywnie nastawiona do życia:)

wtorek, 9 marca 2010

Dziergam, dziergam i...nieprzyjemna przypadłość


Coś ostatnio nie umiem znaleźć czasu na moje robótki ręczne. Mam zaplanowanych trochę rzeczy, pomysłów tylko doba u mnie za krótka. Chyba tylko u mnie bo u Was napewno jest dłuższa. Niektóre z Was, mimo pracy zawodowej, znajduja czas na tworzenie cudów i to w hurtowej ilości!
Jedynie późnym, naprawdę późnym wieczorkiem i nocą mogę coś porobić. Siedzę do 1 albo 2 w nocy...potem chodze niewyspana i odbija się to na mojej twarzy..
Wypróbowałam niedawno szydełko, robiłam serduszka walentynkowe. Teraz spróbowałam wydziergać kwiatka:)
Zrobiłam dwa z wełenki i dwa z kordonka. Kordonkowe wychodzą maleńkie, więc połączyłam je i mam dwukolorowe:)




Potem zobaczyłam gdzieś w necie różyczkę i też zrobiłam...jestem w szoku, że udało mi się! Jedna jest duża z wełny, druga malutka  -kordonkowa. Muszę jeszcze drucik skombinować, żeby miały łodygę.





Na koniec jeszcze serducho:)


Przeczytałam wczoraj posta depresyjnego u Kasandry:( Zanim go przeczytałam nosiłam się z zamiarem napisania podobnego. Siadłam do pisania, patrzę a Kasandra też... i już nic wczoraj nie napisałam.
Nie mam depresji ale stany lękowe. Prawdopodobnie nerwicę lękową. Zawsze byłam nerwowa, nadwrażliwa.
Zaczęło się nagle. Od rana źle się poczułam, serce waliło, napady gorąca, ścisk w gardle, niedobrze mi było, zaraz biegunka, roztrzęsienie. Maż przywiózł mamę, zajęła się domem..a mi przeszło po paru godz. Za pare dni powtórka z rozrywki, potem znowu. Zrobiłam masę badać, usg i innych. Wszystko oki, tylko cisnienie niskie ale ja jestem niskociśnieniowcem.
czułam się z dnia na dzień coraz gorzej, myślałam, ze psycha mi siadła...tylko z czego?? Jestem szcześliwa, nawet bardzo...nieraz boję się, że za bardzo...brak powodu do załamań!
lekarz już nie wiedział co zrobić, wysłał mnie do psychologa, trafiłam do psychiatry...wizyta była długa ale nic nie wniosła dobrego...(ani złego)..
wzięłam się za net, doczytałam się, ze może to tarczyca, poleciałam do laboru, zrobiłam tsh i wyszło baaaardzo zaniżone - świadczące o nadczynności tarczycy! Czytam o niej ..no i moje objawy idealnie pasują do objawów przy nadczynności...az się ucieszyłam, ze znalazłam powód mojego złego samopoczucia. (lekarze nie wpadli na to!!!) Zaraz poszukałam endokrynologa, prywatnie oczywiście, bo nieprywatnie to czekałabym na wizytę ponad 1/2 roku...i chyba wykończyłabym się w tym czasie.
Po lekach ulzyło mi natychmiast. Jednak pojawiały się dni, kiedy czułam się tak jak wtedy, może nie tak mocno, objawy trochę lżejsze ale męczące. Były to jednak pojedyncze dni od czasu do czasu. Od nowego roku jednak czułam się coraz częściej źle, nieraz cały tydzień z mocno walącym sercem, ścisnietym gardłem i oczami wytrzeszczonymi ze strachu..tylko przed czym????
Wyczytałam wszystkie fora nerwicowe i kazdy napisał, ze leki psycho nie pomogły i ja też jestem przeciw braniu takich leków, nie wyobrażam sobie chodzic otumaniona..no i chyba po nich nie bardzo z prowadzeniem samochodu....nie dla mnie to!
Chodzenie do psychologów bądź psychiatrów też nie pomaga (większości, nie wszystkim), chodzą po kilka, kilkanascie lat i dalej nerwica się ich trzyma. Za to kilkanascie osób napisało, ze wyszło z tego cholerstwa dzięki metodzie 1000 kroków. Wyszło z tego i są wolni, bez lęków! Zaryzykowałam i kupiłam - całe 50zł :))) To chyba żadne ryzyko, bo dwa razy tyle kosztuje wizyta u psycho. Jedna wizyta!
najpierw opisuje sie dokładnie swój przypadek a potem dostaje się program z ćwiczeniami. Bardzo różnymi, sa i fizyczne, relaksacyjne i duzo do przemyślenia. Musze powiedzieć, że jestem na początku a już czuję się lepiej. Umiem już powoli radzić sobie z tymi emocjami, które mnie nachodzą. Podane sa też ksiażki do przeczytania.(przesłane elektronicznie) Podobno najlepsze są: "Potęga podświadomości" (zamówiłam i czekam na dostawę) i "Strach i paniczny lęk. Mity a rzeczywistość" - już przeczytałam, świetna jest, tłumaczy wiele, polecam!
Mój endo też powiedział, ze to nie choroba tylko stan umysłu, w który sami się wprowadziliśmy, trza się z tego wyplątać. Bo to co teraz mam to juz nie jest spowodowane tarczycą, mam ją juz uregulowaną, powoli zmniejszam ilość tabletek. Wyniki sa prawidłowe, w normie.
Po tych kilku tygodniach pracy nad sobą, po przeczytaniu kilku lektur patrze inaczej na świat. Jestem pozytywnie nastawiona, trzeba dać przyzwolenie na wszystko co nas spotyka, nie walczyć! Nawet z nerwicą, złymi momentami, jak przychodzi TO złe samopoczucie, trudno, niech sobie jest a ja zajmuje się swoimi sprawami, nie wczuwam się w TO, nie nakręcam (a kiedys to tylko wsłuchiwałam się w te walące serce i nakrecałam jeszcze bardziej). Za chwile okazuje sie, że TO mineło i czuje się normalnie:)
Dużo pracy jeszcze przede mną ale jestem dobrej mysli.
Życzę Wam wszystkim i sobie radości życia!!

"W miłości pragniesz, by Ci wierzono;
w przyjaźni, by Cię rozumiano"
                                                Marcel Achard

" Człowiek jest jedynym zwierzęciem,
które czerwieni się i ma ku temu powody."
                                  Mark Twain

" Czym sen dla ciała, tym przyjaźń
dla ducha - odświeża siły".
                                 Cyceron


8 komentarzy:

jasnobłękitna pisze...

Podziwiam Was, dziewczyny, Ciebie i Kasandrę, że potraficie tak otwarcie i odważnie mówić o swoich problemach.
Myślę, że Twoje obecne podejście jest najlepsze z możliwych - nie walczyć z wiatrakami, nie starać się być idealną, nie starać się wszystkim dogodzić. No i czerpać radość z życia i tworzyć.Szydełkować (śliczne kwiatuszki:) ), mebelki bielić, dekupażować, malować:)
I nie napiszę Ci "trzymaj się", "wszystko będzie dobrze" itp. , tylko, że wiem, że Ci się uda. Bo wiem:)

aagaa pisze...

Podziwiam Cię za to ,że potrafisz o tym mówić.Myślę ,że to dobrze.
Wierzę ,że dasz radę.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Witaj Wichrowa :)
wcale się nie znamy - jestem TU pierwszy raz, podoba mi się myślenie o samonakręcaniu się , coś w tym jest. Cieszę się, że radzisz sobie i jest lepiej. Będę to zaglądać i sprawdzać co u Ciebie słychać, więc pisz :)
Chciałabym też zrobić sobie kwiatek, ale umiem szydełkiem tylko łańcuszek :(......... niech mnie ktoś nauczy...
Serdecznie pozdrawiam
Nieznajoma - J

Wichrowa pisze...

Dzięki Wam za wiarę we mnie:) Aż mi się miło na sercu zrobiło.
Ściskam!!

ALEXA pisze...

Podaję Ci rękę, gdyż jestem na podobnej drodze życowej...
Pisałam o tym w komentarzach u Kasandry.
Trzymajmy się dzielnie! :)

Jolanna pisze...

Wspaniała z Ciebie kobieta !!!
Szydełkowe ozdoby wspaniałe.
Super że potrafisz wyrzucić z siebie złe samopoczucie ! Trzymam kciuki, dasz radę ! Jesteś wielka !
Buziaki

Anonimowy pisze...

Kasienko dasz rade - ja tez dalam :)) I mysle ze idziesz dobra droga - poprostu kiedy przyjdzie ten moment (strachu leku) powiedziec sobie " o jestes" i tyle... nie nakrecac sie a on przejdzie bo zobaczy ze nikt sie nim nie interesuje ;)) to taka moja interpretacja - mi pomogla bo od paru lat jestem wolna od lekow a przechodzilam pieklo !!!
Buziaczki
Agusia
www.agusia1976.blog.onet.pl

Wichrowa pisze...

Alexo! Ty też?? Myślałam, że tylko migreny Cię męczą. Musimy uzbroić się w uśmiech i wygramy!!
Jola, podniosłaś mnie na duchu:)
Aga - cieszę się, że napisałaś tu do mnie. Uściski!!