Moje zdjęcie
Szczęśliwa żona i kochanka swego męża, spełniona mama Oliwierka i Lilusi. Perfekcjonistka i estetka kochająca wszystko co piękne. Ostatnimi czasy bardzo pozytywnie nastawiona do życia:)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szydełkiem. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 kwietnia 2011

Jeszcze jeden pled


Szydełkowanie bardzo mnie wciągnęło. Póżnym wieczorem relaksuje się tymi robótkami.
I nawet nie wiem kiedy powstał drugi pled.


Schemat odgapiłam od Elisse. Do zrobienia pledu wykorzystałam wszystkie resztki włóczek, trochę motków dokupiłam.
Moje obie Babcie mają pledy, te z kwadratów, tesciowa też miała ale jakoś kolorystycznie mi nie odpowiadały...no więc sama zrobiłam już dwa, czego w życiu bym się nie spodziewała:)


Zdjęcia, tak jak poprzednio, znów zrobiłam w sypialni bo na łóżku najlepiej można go wyeksponować.



Uściski dla odwiedzających!!


wtorek, 15 marca 2011

Skończyłam!


Pierwsza duża rzecz, jaką zrobiłam sama na szydełku skończona!!
Sama jestem w szoku, przecież szydełko trzymałam w ręku w podstawówce i robiłam jakieś słupki
..no i jeszcze w tamtym roku kwiatki i serduszka próbowałam...
a tu sama zrobiłam trochę koślawy hihihi ale sama! pled.



Obrobiłam go potem dookoła minifalbanką.


Ładnie prezentuje się z matrioszkami, chyba przez tę ferię barw.
Ludowo:)


Docelowo będzie służył jako pled, nie narzuta. Mam nadzieję, że niedługo zamieszkamy w naszym domu i tam będziemy przesiadywać na werandzie. W chłodne wieczory pled będzie nas ogrzewał:)


Pozdrawiam wszystkich gości i zapraszam ponownie:)

A poniżej róża, którą dostałam od taty na dzień kobiet.
Licho wyglądała a trzyma się wyjątkowo długo:)


"Człowieka można przedstawić w postaci ułamka,
w którym licznikiem są jego właściwości,
a mianownikiem - mniemanie o sobie.
Im większy mianownik, tym mniejszy cały ułamek."
                                                              Lew Tołstoj



środa, 23 lutego 2011

Nad czym siedzę??


Ostatnie wieczory spędzam z szydełkiem. Z resztek włóczkowych robię kwadraty, z których potem powstanie pled:)
Trochę włóczki musiałam dokupić. Z początku szło mi wolno i dość opornie, teraz już szydełko śmiga w moich palcach!
Bardzo wciągła mnie ta robota, wszystko dzięki instrukcji podanej przez Elisse.
Nie sądziłam, że dam radę zrobić taki kwadracik!
A tu mam ich już 90!!



Na koniec troszkę mojego parapetowego ogródka. Na parapecie wiosna, za oknem...brrr..





Pozdrawiam:)

wtorek, 9 marca 2010

Dziergam, dziergam i...nieprzyjemna przypadłość


Coś ostatnio nie umiem znaleźć czasu na moje robótki ręczne. Mam zaplanowanych trochę rzeczy, pomysłów tylko doba u mnie za krótka. Chyba tylko u mnie bo u Was napewno jest dłuższa. Niektóre z Was, mimo pracy zawodowej, znajduja czas na tworzenie cudów i to w hurtowej ilości!
Jedynie późnym, naprawdę późnym wieczorkiem i nocą mogę coś porobić. Siedzę do 1 albo 2 w nocy...potem chodze niewyspana i odbija się to na mojej twarzy..
Wypróbowałam niedawno szydełko, robiłam serduszka walentynkowe. Teraz spróbowałam wydziergać kwiatka:)
Zrobiłam dwa z wełenki i dwa z kordonka. Kordonkowe wychodzą maleńkie, więc połączyłam je i mam dwukolorowe:)




Potem zobaczyłam gdzieś w necie różyczkę i też zrobiłam...jestem w szoku, że udało mi się! Jedna jest duża z wełny, druga malutka  -kordonkowa. Muszę jeszcze drucik skombinować, żeby miały łodygę.





Na koniec jeszcze serducho:)


Przeczytałam wczoraj posta depresyjnego u Kasandry:( Zanim go przeczytałam nosiłam się z zamiarem napisania podobnego. Siadłam do pisania, patrzę a Kasandra też... i już nic wczoraj nie napisałam.
Nie mam depresji ale stany lękowe. Prawdopodobnie nerwicę lękową. Zawsze byłam nerwowa, nadwrażliwa.
Zaczęło się nagle. Od rana źle się poczułam, serce waliło, napady gorąca, ścisk w gardle, niedobrze mi było, zaraz biegunka, roztrzęsienie. Maż przywiózł mamę, zajęła się domem..a mi przeszło po paru godz. Za pare dni powtórka z rozrywki, potem znowu. Zrobiłam masę badać, usg i innych. Wszystko oki, tylko cisnienie niskie ale ja jestem niskociśnieniowcem.
czułam się z dnia na dzień coraz gorzej, myślałam, ze psycha mi siadła...tylko z czego?? Jestem szcześliwa, nawet bardzo...nieraz boję się, że za bardzo...brak powodu do załamań!
lekarz już nie wiedział co zrobić, wysłał mnie do psychologa, trafiłam do psychiatry...wizyta była długa ale nic nie wniosła dobrego...(ani złego)..
wzięłam się za net, doczytałam się, ze może to tarczyca, poleciałam do laboru, zrobiłam tsh i wyszło baaaardzo zaniżone - świadczące o nadczynności tarczycy! Czytam o niej ..no i moje objawy idealnie pasują do objawów przy nadczynności...az się ucieszyłam, ze znalazłam powód mojego złego samopoczucia. (lekarze nie wpadli na to!!!) Zaraz poszukałam endokrynologa, prywatnie oczywiście, bo nieprywatnie to czekałabym na wizytę ponad 1/2 roku...i chyba wykończyłabym się w tym czasie.
Po lekach ulzyło mi natychmiast. Jednak pojawiały się dni, kiedy czułam się tak jak wtedy, może nie tak mocno, objawy trochę lżejsze ale męczące. Były to jednak pojedyncze dni od czasu do czasu. Od nowego roku jednak czułam się coraz częściej źle, nieraz cały tydzień z mocno walącym sercem, ścisnietym gardłem i oczami wytrzeszczonymi ze strachu..tylko przed czym????
Wyczytałam wszystkie fora nerwicowe i kazdy napisał, ze leki psycho nie pomogły i ja też jestem przeciw braniu takich leków, nie wyobrażam sobie chodzic otumaniona..no i chyba po nich nie bardzo z prowadzeniem samochodu....nie dla mnie to!
Chodzenie do psychologów bądź psychiatrów też nie pomaga (większości, nie wszystkim), chodzą po kilka, kilkanascie lat i dalej nerwica się ich trzyma. Za to kilkanascie osób napisało, ze wyszło z tego cholerstwa dzięki metodzie 1000 kroków. Wyszło z tego i są wolni, bez lęków! Zaryzykowałam i kupiłam - całe 50zł :))) To chyba żadne ryzyko, bo dwa razy tyle kosztuje wizyta u psycho. Jedna wizyta!
najpierw opisuje sie dokładnie swój przypadek a potem dostaje się program z ćwiczeniami. Bardzo różnymi, sa i fizyczne, relaksacyjne i duzo do przemyślenia. Musze powiedzieć, że jestem na początku a już czuję się lepiej. Umiem już powoli radzić sobie z tymi emocjami, które mnie nachodzą. Podane sa też ksiażki do przeczytania.(przesłane elektronicznie) Podobno najlepsze są: "Potęga podświadomości" (zamówiłam i czekam na dostawę) i "Strach i paniczny lęk. Mity a rzeczywistość" - już przeczytałam, świetna jest, tłumaczy wiele, polecam!
Mój endo też powiedział, ze to nie choroba tylko stan umysłu, w który sami się wprowadziliśmy, trza się z tego wyplątać. Bo to co teraz mam to juz nie jest spowodowane tarczycą, mam ją juz uregulowaną, powoli zmniejszam ilość tabletek. Wyniki sa prawidłowe, w normie.
Po tych kilku tygodniach pracy nad sobą, po przeczytaniu kilku lektur patrze inaczej na świat. Jestem pozytywnie nastawiona, trzeba dać przyzwolenie na wszystko co nas spotyka, nie walczyć! Nawet z nerwicą, złymi momentami, jak przychodzi TO złe samopoczucie, trudno, niech sobie jest a ja zajmuje się swoimi sprawami, nie wczuwam się w TO, nie nakręcam (a kiedys to tylko wsłuchiwałam się w te walące serce i nakrecałam jeszcze bardziej). Za chwile okazuje sie, że TO mineło i czuje się normalnie:)
Dużo pracy jeszcze przede mną ale jestem dobrej mysli.
Życzę Wam wszystkim i sobie radości życia!!

"W miłości pragniesz, by Ci wierzono;
w przyjaźni, by Cię rozumiano"
                                                Marcel Achard

" Człowiek jest jedynym zwierzęciem,
które czerwieni się i ma ku temu powody."
                                  Mark Twain

" Czym sen dla ciała, tym przyjaźń
dla ducha - odświeża siły".
                                 Cyceron


niedziela, 14 lutego 2010

Walentynkowo.


Lubię Walentynki. Jestesmy z moim R. nadal w sobie zakochani, więc jest to nasze święto:)
W ten dzień zawsze gdzieś wychodziliśmy, niestety dzieciaczki nasze ferie zaczęły chorobowo, zasmarkane są itd...więc spędziliśmy dzień w domu.
Mąż miał dla mnie miłą i piękną niespodziankę:), ugotowałam pyszny obiad a na podwieczorek oponki.
Dekoracje zrobiłam kilka dni temu.
Najpierw bawiłam się papierem i nożyczkami. Zrobiłam wieniec serduszkowy.



Od popołudnia pali się świeczka serduszkowa.



W wazonie mam gałązki wierzby i pomyślałam, że mogłyby wisieć na niej szydełkowe, małe serduszka.
Posiadam jedno szydełko, znalazłam czerwony kordonek, poczytałam w necie o oczkach hihih i zaczełam próbować....
No i udało mi się, zrobiłam kilka serduszek:)



A wczoraj wieczorem uszyłam girlandę serduchową.





Życzę wszystkim duuuużo miłości!!!!!!!!!!!